Samochody elektryczne na polskim zakręcie

Reporterskim okiem / Barbara Cieszewska
 
Niebezpieczny_zakret.png

Miało być pięknie a wyszło jak zwykle. Już w lipcu tego roku w pięciu miastach Polski pojawić się miały elektryczne samochody, głównie na potrzeby służb miejskich. Użyczenia samochodów podjęły się Klaster Green Stream i Mielecka Agencja Rozwoju Regionalnego (MARR), w ramach wspólnego projektu wspierającego wprowadzanie samochodu elektrycznego na polski rynek. Do dzisiaj samochody te nie jeżdżą na ulicach owych miast, ponieważ pojawiły się problemy w ustalaniu warunków na jakich miałyby zostać użyczone.

Rozmowy trwają. Nie należy tracić nadziei, że niebawem przyniosą efekty, zapewnia Tadeusz Walasek, prezes Klastra Green Stream. Poczekajmy jeszcze miesiąc, dwa,  a wszystko się wyjaśni.

Elektryczne samochody miały pojawić się także na ulicach Katowic. W maju tego roku Arkadiusz Godlewski , ówczesny wiceprezydent Katowic z wielkim entuzjazmem mówił o tym jak miasto przygotowuje się do tego wydarzenia. Powstać miało kilkadziesiąt stacji zasilania, służby miejskie miały przesiąść się na nowe pojazdy. Wydawało się także wtedy, że marzenia o elektrycznym  autobusie miejskim nie są wcale tak bardzo odległą wizją.

Można spodziewać się, że podobne emocje  panowały w pozostałych  miastach: Krakowie, Poznaniu, Warszawie. Miesiące mijają, zapał stygnie. Nie ma samochodów, nie ma stacji zasilania. Nie można wykluczyć, że rozmowy jednak zakończone zostaną sukcesem, jednak po tak wielkim falstarcie, akcja Green Stream-u i MARR-u budzi już dzisiaj rezerwę i powątpiewanie w jej skuteczność. Może rzeczywiście nie tędy droga. Być może wprowadzanie elektrycznych pojazdów do miast nieco na siłę, musiało skończyć się właśnie tak, jak się skończyło.

Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że świat już ruszył w kierunku elektrycznego samochodu. We Francji Renault rusza z seryjną produkcją. Nie ma żadnych wątpliwości, że szybko opanują też Skandynawię, Danię, gdzie w ich upowszechnianie angażuje się rząd, lecz także inne bogate kraje, Szwajcarię, Izrael.

W Polsce jesteśmy wciąż jeszcze na etapie sprowadzania starych samochodów zagranicy, bo taniej, z pewnym sarkazmem, mówi Jakub Bernatt, dyrektor katowickiego Ośrodka Badawczo –Rozwojwego Komel, gdzie pracuje się już nad silnikami samolotowymi zasilanymi energią słoneczną.

- Kraje bogatsze i bardziej świadome ekologicznie dotują samochody elektryczne aby przełamać barierę wejścia na rynek. W Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, wszędzie tam nabywca może otrzymać sporą dotację od rządu, gminy, powiatu. Koszty zakupu samochodu elektrycznego wynoszą zwykle kilka tysięcy euro. W Szwajcarii istnieją regiony, gdzie dotacje do kosztu akumulatora są bardzo wysokie i można go kupić nawet za jedno euro. – tłumaczy dyrektor Komelu.

Na tego typu Eldorado trochę poczekamy. Nie można też wykluczyć, że nawet jeśli nie dogadają się instytucje, które obiecały wprowadzić elektryczne samochody do miast, sami będziemy w stanie wprowadzać je na własną rękę i za własne pieniądze. Ostatnio media obiegła bowiem informacja, że znajomo brzmiąco firma Arkus&Romet z Podgrodzia na Podkarpaciu przygotowuje się do produkcji miejskiego samochodu elektrycznego. Romet 4E będzie poruszał się z maksymalną prędkością 45 km/h; na pokonanie 100 km trzeba będzie wydać od 3,6 zł do 5 zł. Jak powiedział PAP główny konstruktor pojazdu Leszek Preisner, dwuosobowy samochód ma być alternatywą dla skuterów i motorowerów.

- Przeznaczony będzie głównie do poruszania się po mieście, gdzie bardzo często są korki. Mimo że to mały samochód, wyposażony będzie w bardzo duży bagażnik oraz wiele schowków. Konstruując go położyliśmy nacisk właśnie na jego użyteczność – twierdzi Leszek Preisner.

Do prowadzenia Rometa 4E nie będzie konieczne posiadanie prawa jazdy, wystarczą uprawnienia do prowadzenia motorowerów. Pojazd będzie miał długość 2,45 m, wysokość 1,43 m, i będzie szeroki na 1,40 m. Napędzany przez dwa silniki elektryczne, po pełnym naładowaniu akumulatorów, powinien przejechać w normalnych warunkach ok. 100 km.

Obecnie pojazd jest w fazie zaawansowanego prototypu. Jeśli wszystkie procedury przebiegną bez opóźnień, to powinien pojawić się na rynku w drugiej połowie przyszłego roku. Jego cena wahać się będzie od 6 do 7 tys. euro.Producent zapowiada, że nowy samochód skierowany będzie głownie do odbiorców zagranicznych, jednak będzie także dostępny dla krajowych .

Może więc zdarzyć się, że zamiast czekać aż uczestniczące w samochodowym projekcie instytucje dogadają się, sami będziemy w stanie pokonac ten polski, samochodowy elektryczny zakręt.

 

Barabra Cieszewska

Dodaj nową odpowiedź