Sami w stronę słońca
Dlaczego z 300 mln złotych, jakimi dysponuje NFOŚ na dofinansowanie 45 procent kosztów instalacji paneli słonecznych, sięgnęło tylko (aż ?) 1072 osoby, na co NFOŚ w sumie wyda zaledwie (aż ?) 20 mln zł. Do wzięcia pozostaje 280 mln zł. Dlaczego nie sięgamy po nie ? Może zdążymy, bo pieniądzę będą do dyspozycji przez 3 lata. Ale dlaczego nie bierzemy ich od razu ? Gdzie tkwi błąd ? Czy ponad tysiąc wniosków to dużo czy mało, jeśli zważyć, że w Polsce mamy ok. 16 mln gospodarstw domowych ? To zależy. Optymista powie aż tysiąc, a malkonent, że zaledwie tysiąc. Umówmy się więc, że nieważne czy to dużo czy mało. Ważne aby takich wniosków było jak najwięcej.
Być może my, Polacy mamy nieznośny pęd do tego, aby mieć wszystko jak najszybciej, jak najwięcej. W wielkm świecie jest to cecha mało elegancka, ale w kraju na dorobku, bardzo pożądana. Dlatego irytujące wydaje się, że z tak wielkim trudem muszą przebijać się entuzjaści odnawialnych źródeł energii, że tak wiele biurokratycznych bzdur muszą pokonać aby postawić obok domu wiatrak, zbudować biogazownię, czy ułożyć na dachu panele słoneczne, o bardziej skomplikowanych instalacjach nie mówiąc.
A więc gdzie tkwi błąd ? W systemie przydziału dofinansowania, podpowiadają malkontenci. Ponieważ wnioski skomplikowane, procedury bzdurne, a i banki i Państwo poierają swój procent (prowizja wstępna: 3%, podatek dochodowy: 19%), w skutek czego z 45% dofinansowania zostaje ok. 35% realnej dotacji - dla niektórych szkoda zachodu. Oczywiście jako dofinansowanie powinno się uwzględnić również roczne oszczędności wynikające z działania instalacji, ale tego już nikt nie liczy, bo po co. Być może malkontenci mają częsciowo rację, ale trzeba to zbadać, gdyż to chyba tylko częśc prawdy.Od pokoleń wychowani jesteśmy w kulturze węgla, naszego „czarnego złota“. To nic, że niszczy krajobraz, giną ludzie (na drogach też giną), że praca mordercza i żywcem z minionych stuleci. Ci, którzy żyją z węgla (górnictwo, około 95 proc.energetyki) stanowią wielkie i potężne lobby. I choć węgiel nieraz przynosił gospodarce potężne straty, na dobry PR, na Kongresy i konferencje zawsze mu wystarcza.Ale to także tylko jeden z powodów, że zielona energia rozwija sie nie tak szybko jakby można było sobie wymarzyć. Nieźle radzą sobie tylko inwestorzy farm wiatrowych. Potrafili się przebić, choć szkoda, że i tutaj zawitała gigantomania. Jeśli już powstają farmy, to duże. Być może rolę gra tu ekonomia.O energii słonecznej minister gospodarki zapomniał nawet wspomnieć w oficjalnym, rządowym dokumencie jakim jest Polityka Energetyczna Polski do 2030 roku. W tej sytuacji oferta wspomagania energii słonecznej przez NFOŚ jest być może wielkim, krajowym osiagnięciem.
A może warto byłoby zbadać jak to się stało, że w Niemczech, gdzie słońce świeci z podobnym natężeniem co w Polsce, rynek fotowoltaiczny rozwija się jak burza, a zainstalowana moc sięga 10 tys. MW. Być może trudno porównywać sie do bogatych Niemczech. Jednak do Czech można już śmiało, a tam panele słoneczne pojawiają sie już niemal na każdym polu, na każdej stodole. Rozwinął się do tego stopnia, że w tym roku rząd czeski musiał przyhamować ten pęd do słońca. W Polsce zainstalowaliśmy nieco ponad 1 MW, w Czechach (blisko 4 razy mniej mieszkańców) zainstalowano ponad 463 MW z energii słonecznej (patrz wykres na końcu).

Źródło: Stanisław M. Pietruszko, Polskie Towarzystwo Fotowoltaiki, Politechnika Warszawska
Jeśli dokładniej przyjrzeć się zestawieniu mechanizmów wsparcia instalcji fotowoltaicznych przez rządy poszczególnych krajów widać wyraźnie, że w krajach, które zastosowały taryfy stałe, tzw. Feed-in –Tariff, instalacje opierające sie na energii słonecznej rozwijają się najbardziej burzliwie. W Europie nie stosuje tego mechanizmu Polska i Rumunia.
A może warto byłoby siegnąć po najnowszy pomysł, tym razem amerykański , gdzie farmy i panele słoneczne są już czymś normalnym. Otóż SolarCity Corporation wpadła na pomysł, że warto instalować panele słoneczne na zasadzie leasingu. Państwo Templerowie zawarli z SolarCity 15 letnią umowę leasingu i za miesięczną korzystną dla nich opłatę firma za darmo zainstalowała na ich rancho w Arizonie panele słoneczne.
Zamiast płacić za energię lokalnej elektrowni 135 dol miesięcznie, płacą SolarCity 102 dol.
- You can read their story here:
http://online.wsj.com/article/SB10001424052748704271804575404863359949420.html
- napisał mi w e-mailu Amerykanin Kris Schofield, propagujący energie słoneczną poprzez internet.Rzeczywiście TheWall Street Journal poświęca tego typu leasingowi spory artykuł. Skoro Amerykanie uznali, że można na tym zarobić, widać coś w tym jest. Może sami szybciej uporamy się ze słonecznym leasingiem niż z NFOŚ-em... .
Barbara Cieszewska


































Dodaj nową odpowiedź