O wymianie idei czy o interesach …

Reporterskim okiem / Barbara Cieszewska
 
profesor.jpg

Jeśliby pokusić się kiedyś o porównanie stopnia natężenia debat naukowych jakie prowadzi się na krajowych uczelniach państwowych i prywatnych uczelniach za granicą, można z góry  przewidzieć wynik. Zgrzebność krajowych uczelni wciąż jeszcze nie sprzyja atmosferze gorących, naukowych sporów, organizowaniu spotkań, gdzie naukowcy snują wizje przyszłości, spierają się o sprawy podstawowe.

Zabiegani profesorowie nie mają na to czasu, studenci także. Nie ma na to pieniędzy, brakuje też często ochoty. Zapewne tak musi być. Czasy transformacji mają swoje prawa.

I tu pozwolę sobie na osobistą refleksję. Pierwsze miesiące spędzone na rocznym stypendium w Uniwersytecie Harvarda upłynęły mi na nieustannym zdziwieniu. Dziwiło nie tyle materialne bogactwo uczelni, bo to oczywiste i w sumie łatwo do tego przywyknąć. Szokowało natomiast nieprawdopodobne wręcz bogactwo spotkań naukowych, debat, dyskusji wokół konkretnych tematów, warsztatów naukowych itp. A wszystko to poza normalnym grafikiem zajęć. Jeśli ma się tylko rok pobytu, chce się  skorzystać z wszystkiego co oferuje uczelnia. Starałam się więc być wszędzie. Szybko okazało się, że jest to po prostu niemożliwe.

W jednym dniu już, po zajęciach i wykładach słuchało się  prof. Epsteina, kiedy podczas otwartego spotkania epidemiologów mówił o zagrożeniu chorobami jakie grożą światu, w drugim dniu blisko 90 letni już wielki ekonomista prof. John Kenneth Galbraith, na kolejnym spotkaniu, mówi o oszustwach ekonomii ... . Nawiasem mówiąc o ile w świecie ekonomii był autorem niesłychanie popularnym, o tyle jego ostania książka, wydana w 2004 roku „The  Economics of Innocent Fraud - Truth for our Time”, przeszła niemal niezauważona, a szkoda bo już kilka lat później, już po jego śmierci,  okazała się niemal prorocza.

W tym samym dniu przyjeżdża z Irlandii Jerry Adams, więc tłumy studentów walą do Kennedy School of Governement. W następnym dniu przyjeżdża prof. Bronisław Geremek aby mówić o civil society, społeczeństwie obywatelskim, więc też trzeba posłuchać, choćby po to, aby przyjrzeć się reakcjom amerykańskich studentów. I tak codziennie. Tablice ogłoszeniowe na wydziałach dosłownie oblepione ogłoszeniami o spotkaniach, debatach. Studenci szczególnie pilnie wyszukiwali, jak zauważyłam, tzw. brown bag workshop. Dopiero po pewnym czasie  zorientowałam się dlaczego te właśnie spotkania cieszyły się  wśród nich, szczególnie tych mniej zamożnych, taką popularnością. Ponieważ przy wejściu otrzymywało się papierową torbę z lunchem, który spokojnie można było zajadać w czasie spotkania. Amerykański styl bycia czasem dziwił, może jednak, kiedy polskie uczelnie nieco wzbogacą się, warto skorzystać z pomysłu... . Nawet jeśli studenci  wpadną tylko na lunch, przy okazji dowiedzą się czegoś ciekawego.

A w kraju ? Czasem na Uniwersytet Ekonomiczny zaproszony zostaje np. Wielki Biznesmen, (kiedyś właściciel kantorów) i opowiada studentom jak zarabia się miliony. Zdarzają się spotkania z naukowcami, choć rzadko. Na prywatnej uczelni w Krakowie częściej można już natknąć się na ciekawe spotkania, dyskusje naukowe. O tym, że trudne czasy transformacji jednak odchodzą, można przekonać się wpadając raz w miesiącu do Gliwic na Wydział Elektryczny, na którym odbywają się spotkania Konwersatorium Inteligentna Energetyka. Nawet dla  ekonomisty, jak ja, zupełnie nie związanego z uczelnią, interesującego się jedynie energetyką spotkania naukowców mówiących czasem dość hermetycznym językiem  są czystą przyjemnością.

Studenci prezentują tu np. przyszłościowe  systemy energetyczne dla miast , w których żyją. Tylko tutaj energia wiatru, słońca  jest czymś  oczywistym. Jeśli jądrowa, to tylko w skali mikro, na potrzeby  miasteczka, a nie kraju. Rozmowy o samochodzie elektrycznym jako integralnej części domowego zaplecza energetycznego są na porządku dziennym, choć zdarzają się sceptycy. O energetyce rozproszonej, sprzedawaniu energii przez indywidualnych producentów, o budowaniu domu pasywnego na Konwersatorium dyskutuje się poważnie. Na wielkich kongresach, organizowanych przez wielkie koncerny, jeśli się o tym w ogóle mówi, to raczej z przekąsem.

Na spotkaniach naukowych, dyskutuje się ważnych ideach i o tym, jak wprowadzić je w życie. Dzięki wymianie idei posuwamy się w rozwoju. Można mieć wtedy wrażenie, że idziemy w tym samym kierunku co nowoczesny świat, któremu zależy na ochronie klimatu, ziemi i natury. Na wielkich kongresach z reguły mówi się  głównie o interesach... To mało fascynujące.

 

Barbara Cieszewska

Dodaj nową odpowiedź