Nic nas nie uchroni od gruntownej przebudowy energetyki

Wywiad_Inaczej_o_polskiej_energetyce_zdjecie_zr_Wulkan_01_2009.jpg

          Rozmowa z prof. Janem Popczykiem, wykładowcą Politechniki Śląskiej w Gliwicach *

         Profesor Jan Poczyk krytykuje to, że stare elektrownie chcemy zastępować nowymi, opartymi na tych samych paliwach i technologiach.

 

- Panie profesorze, należy pan do grupy naukowców zaniepokojonych tym co dzieje się w polskiej energetyce. Uważa pan, że należy alarmować opinię publiczną. Co budzi pana niepokój ?

Jan Popczyk: Na przykład polityka energetyczna do roku 2030, którą ostatnio przyjął rząd. Jest ona politycznie poprawna, nie najgorsza z tych, które przyjmowały kolejne rządy w ostatnich 15 latach, ale dalej jest to polityka nierealistyczna.

          Satysfakcjonuje liczne grupy interesów. Zarówno te związane z węglem jak i energetyką jądrową. Również są w niej zapisy dotyczące potrzeby zwiększenia efektywności użytkowania energii. Jeśli jednak zacząć bilansować rynek, okazuje się, że mamy do czynienia z kreowaniem ogromnej, bezsensownej presji inwestycyjnej. Z powrotem do starego stylu. Do stylu gospodarki centralnie planowanej, gdzie ten kto się załapał na tak zwany tytuł inwestycyjny, później już żył spokojnie, bo był umieszczony w planie a zadaniem rządu było znalezienie środków finansowych. Oczywiście zawsze ich brakowało.

Dzisiaj państwo nie ma żadnych możliwości finansowania wielkich inwestycji energetycznych. Dlatego istotnym jest czy rynki kapitałowe odpowiedzą na potrzeby, które zostały zapisane w polityce energetycznej. Prywatyzacja Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) wskazuje, że absolutnie nie. Wystarczy śledzić giełdowe notowania PGE i staje się oczywiste, że rynki finansowe nie stworzą możliwości sfinansowania rozdętych inwestycji.

- Czy jednak bez tych inwestycji nie zabraknie nam w Polsce prądu?

To oczywiście kluczowa sprawa. Wielkie nowe elektrownie nie są konieczne. Zresztą gdy dzisiaj podejmiemy decyzję o budowie wielkich elektrowni węglowych, takich, które umiemy budować, bo budowaliśmy je przez ostatnie pół wieku, to i tak efekty pojawią się nie wcześniej niż za osiem, może dziesięć lat.Zasadnicze pytanie brzmi: czy dostępne są już alternatywne technologie, albo czy nie pojawią się może w ciągu najbliższych dwudziestu lat zupełnie nowe technologie, z których efekty będzie można uzyskiwać, nie jak w tradycyjnych technologiach, po dziesięcioleciach, a w ciągu roku, dwóch lub trzech lat, od rozpoczęcia inwestycji.

Zmierzam do tego, że ryzyko złych wyborów jest większe niż kiedykolwiek dotychczas. Dzisiaj nie sposób powiedzieć jaki będzie bilans nawet w najbliższych latach, czy będzie brakować energii, czy będzie jej nadmiar. Zadniem naukowców i praktyków jest odpowiedzieć na pytanie zasadnicze: czy nowe technologie stwarzają możliwość reakcji rynku w krótkim czasie na zwiększone zapotrzebowanie na energię, jeśli się takie pojawi?

Otóż twierdzę, że tak. Zwłaszcza, jeśli wystąpi deficyt, jeśli zacznie brakować energii. Wtedy rząd zracjonalizuje, pod przymusem, całą sferę regulacji. Dopuści do rynku nowych graczy, którzy wejdą z nowymi technologiami i zaspokoją zapotrzebowanie. Musimy oddać więcej pola mechanizmom rynkowym.

- A jeśli nie wielkie elektrownie, to co? Farmy wiatrowe nie wystarczą, słońca mamy za mało…

Spójrzmy na Stany Zjednoczone, gdzie ocenia się, że przy dostępnych już obecnie technologiach możliwa jest redukcja rynku ciepła o pięćdziesiąt procent, rynku paliw transportowych podobnie, a rynku energi elektrycznej o siedemdziesiąt pięć procent. Oznacza to, że podnosząc efektywność wykorzystania energii uzyskujemy znacznie szybciej, taniej i lepiej pożądane cele, niż inwestując w wytwarzanie energii.

To tylko jeden sposób, lecz dzisiaj nie da się za pomocą jednego sposobu rozwiązać problemu. Musimy dopuścić zróżnicowane mechanizmy rynku.

 - W jaki konkretnie sposób? Bo dzisiaj wiara w rynek została mocno nadwątlona.

Nieprawdopodobnie duży potencjał tkwi w poprawie efektywności użytkowania energii na wszystkich trzech rynkach końcowych (energii elektrycznej, ciepła i transportu) traktowanych łącznie, w powiązaniu z produkcją energii odnawialnej blisko odbiorcy, albo u samego odbiorcy Zresztą do tego sprowadzają się rozwiązania Pakietu 3x20. Z tego wynika prognoza rynku pracy, według której w najbliższych latach w Europie najbardziej poszukiwanymi specjalistami będą specjaliści w dziedzinie energetyki odnawialnej.

Twierdzę, że w tym aspekcie rozpoczynająca się dekada powinna być dekadą rolnictwa energetycznego i biogazu. Jak obliczam, bez kłopotu możemy uzyskać w ten sposób nawet dwadzieścia miliardów metrów sześciennych biogazu rocznie. To wystarczyłoby nam w zupełności, przy obecnym rocznym zużyciu wynoszącym poniżej piętnastu miliardów. Oczywiście, jeżeli zbudujemy infrastrukturę. A jest jasne, że nie da się zbudować tego segmentu gospodarki w ciągu roku. Pamiętajmy, że przemysł węglowy budowaliśmy kilkaset lat.

Rozwijać powinniśmy też energetykę wiatrową, choć w tej dziedzinie jestem bardzo ostrożny. Dalej, fotowoltaika. Szwajcarski bank inwestycyjny Sarasin podaje prognozę, że przeciętny dla swiata, roczny wzrost rynku fotowoltaicznego w latach 2010 -2012 będzie wynosił 45-50 procent, w Chinach rynek ten będzie rósł o około 130 procent rocznie, w Indiach i w USA o 100 procent. Co to oznacza? Że te właśnie kraje chcą pobudzać swoje gospodarki za pomocą energetyki odnawialnej, między innymi fotowoltaicznej, słowem innowacyjnej.

- A dlaczego nie energia atomowa ?

Bo dwie elektrownie jądrowe, zgodnie z programem rządowym każda po dwa bloki o mocy jednostkowej 1600 MW nie „mieszczą” się w polskim systemie elektroenergetycznym (system jest za mały). Jeden blok byłby z kolei zbyt drogi . Ponadto, bo technologie, które chcemy stosować są przestarzałe. Niezależnie od zaklęć, które słyszymy, że są to technologie nieporównywalne z tym co było w Czernobylu, są to technologie stare, wiążące się ciągle z pierwszą bombą atomową. Postęp w tej dziedzinie jest niewielki.

- Energetycy jądrowi oburzą się pewnie na takie stwierdzenie.

Trudno. Proponuję skonfrontować potencjał postępu w fizyce jądrowej z postępem w biotechnologiach. Bo na drugim biegunie mamy właśnie biotechnologie: na przykład uprawę roślin energetycznych i fermentacyjne technologie ich zgazowania, technologie zgazowanie biomasy odpadowej biodegradowalnej, ogniwa biopaliwowe itp. Twierdzę, że potencjał nauk biotechnologicznych jest wyższy, a przede wszystkim są one bliżej człowieka, bliżej obywatela. Każdy z nas może tego dotknąć, każdy z nas może po to sięgnąć. Natomiast potencjał fizyki jądrowej jest tylko dla wybranych.

 - Chodzi też o finanse? Na razie nie mamy pomysłu jak sfinansować budowę elektrowni jądrowej.

Jest to wielki problem. Jeżeli będziemy budować mikrobiogazownie, o koszcie jednostkowym rzędu miliona złotych, znajdzie się wiele podmiotów, wielu graczy, którzy będą zdolni ponieść ryzyko. I nic strasznego się nie stanie jeśli nie osiągniemy w pełni wyników jakie zaplanowaliśmy. Natomiast program jądrowy, który jest zapisany w ustawie, to program za 110 miliardów złotych. Nie licząc konieczności rozbudowy sieci. Kto ma 110 miliardow złotych na ten cel? Z całą pewnością nie ma go państwo polskie. Nasz kraj zbliża się do konstytucyjnego progu zadłużenia. A czy przedsiębiorstwa mają środki na ten cel? Też nie mają własnych środków. Musiałyby pozyskać je z rynków kapitałowych.

Codziennie obserwuję obrót akcjami PGE na gieldzie. Jest niewielki, na ogół kilka lub kilkanaście milionów złotych. Notowania spadły od czasu debiutu giełdowego. Co to oznacza? Że PGE jeszcze nie buduje elektrowni jądrowych, a już nie ma chętnych do inwestowania w firmę. Proszę zwrócić uwagę, że inwestorzy strategiczni też bardzo ostrożnie podchodzą do inwestowania w polskie grupy energetyczne. Pokazała to nieudana prywatyzacja ENEI. Z rynku kapitałowego nie pozyskamy więc potrzebnego kapitału. Dopóki nie mamy wyobrażenia jak sfinansujemy elektrownie jądrowe, powinniśmy być bardzo ostrożni w rozdmuchiwaniu nadziei, że one cokolwiek rozwiążą. Na pewno natomiast spowodują wielki impuls inflacyjny.

- Niedobre informacje dochodzą z Finlandii, gdzie opóźnienia w budowie elektrowni jądrowej sięgają już ponoć trzech lat.

Mają problem jaki nas może dopiero spotkać. Wykonawca wciąż napotyka na kłopoty, jakich się nie spodziewał. To wiąże się oczywiście z gwałtownie narastająymi wymaganiami w zakresie bezpieczenstwa atomowego.

- Jeśli nie elektrownie jądrowe, to co ?

Wyjściem jest otwarcie rynku dla nowych podmiotów, o czym już mówiłem. Od piętnastu lat powtarzamy jak mantrę, że tworzymy rynek, tymczasem tego rynku jest coraz mniej. Trzeba do niego dopuścić na przykład sto tysięcy rolników, którzy zainwestują w mikrobiogazownie, trzeba dopuścić setki większych inwestorów, którzy zainwestują w kilka tysięcy biogazowni, trzeba zacząć rozwijać przemysł dóbr inwestycyjnych dla tego typu energetyki rozproszonej, nie mówiąc już o wejściu w produkcję ogniw fotowoltaicznych, w produkcję nowych technologii wiatrowych. Ale przede wszystkim trzeba zacząć myśleć o takich technologiach jak samochód elektryczny, jak pompa ciepła.

 - … które zwiększą zużycie energii elektrycznej…

Owszem, ale na jej wytworzenie będziemy mieć paliwa, które dzisiaj wykorzystujemy w ciepłownictwie i w transporcie. Otworzą się nowe możliwości.

- Unia Europejska jest za…

Zgodnie z dyrektywą mówiącą o wspomaganiu produkcji energii odnawialnej, jest szansa że energię elektryczną wyprodukowaną w odnawialnych źródłach energii wykorzystaną do zasilania samochodu elektrycznego będziemy mogli mnożyć przez współczynnik 2,5 przy zaliczaniu jej do celu unijnego. Jest to więc wyraźna promocja samochodu elektrycznego. Spróbujmy tę szansę wykorzystać.

- Lansuje pan rolnictwo energetyczne, energię z biomasy itp. Niektórzy sarkastycznie określają to jako powrót do palenia słomą…

Doskonale znam te sarkastyczne wypowiedzi. Tyle tylko, że ich autorzy nie wiedzą, że nie chodzi o spalanie ziarna, ani słomy. Przeciwnie. Tego nawet nie wolno robić, bo to są technologie niezwykle nieefektywne.

W 2009 roku mieliśmy nadprodukcję, którą szacuje się na 6 milionów ton zboża. Rolnicy nie mają go komu sprzedać. Rząd szuka więc na gwałt możliwości przemianowania tego zboża na biomasę, aby móc jej użyć we współspalaniu w wielkich elektrowniach. Wtedy uzyskamy 6 terawatogodzin energii, którą zaliczymy do energii odnawialnej. Tak nie wolno.

Na wyprodukowanie 6 milionów ton zboża trzeba około 1,8 mln hektarów dobrych gruntów. Jeżeli zużyliśmy te grunty na wyprodukowanie 6 milionów zbędnego zboża, to popełniliśmy błąd większy nawet niż ten w postaci współspalania zboża. Powinniśmy na tych gruntach wyprodukować zielone rośliny energetyczne, kukurydzę, buraki energetyczne, a następnie je zgazować. Jeśli tak wyprodukowany biogaz wykorzystalibyśmy do produkcji w skojarzeniu energii elektrycznej i ciepła (w kogeneracji) w źródłach małej skali, to uzyskalibyśmy 120 terawatogodzin. I to jest odpowiedź dla tych, którzy mówią o czymś o czym nie mają wyobrażenia. Bo jak porównać 120 terawatogodzin z 6-oma? Przecież to jest dwadzieścia razy więcej.

Słowem popełniamy dwa fundamentalne błędy. Po pierwsze, doprowadzamy do produkcji zbędnego zboża, a z niego mamy znacznie mniej energii niż z roślin energetycznych. Po drugie współspalamy zboże, co jest także nieefektywną technologią. Trzeba po prostu mądrze postępować, wykorzystywać nowe technologie.

Na wsiach trzeba budować biogazownie i mikrobiogazownie. Biogazownie głównie w celach produkcji energii i utylizacji odpadów z wielkotowarowych hodowli i przetwórstwa rolno-spożywczego. Mikrobiogazownie do utylizacji odpadów w gospodarstwach średnich (100 tysięcy gospodarstw) i zarządzania ryzykiem rolnika

- Czy wobec tego aby uzupełnić w przyszłóści braki energii, każda gmina, każde miasto ma budować swoje niewielkie biogazownie, swoje małe elektrownie ?

Spokojnie. Jeśli chodzi o Warszawę, czy mniejsze Katowice… mają wielkie możliwości: zacząć budować infrastrukturę, najpierw pod autobusy elektryczne, później samochody elektryczne. Miasto powinno wprowadzić bodźce, na przykład darmowe parkingi dla samochodow elektrycznych. Miasto może wyznaczyć strefy zamknięte dla samochodow tradycyjnych, które emitują CO2, i otworzyć je dla samochodów elektrycznych. Wtedy zaczniemy się przesiadać na nie.

To są czynniki, które przebudują energetykę miast. Musimy przyjąć, że energetyka miast to nie tylko energia elektryczna, nie tylko ciepło. To również transport. Mamy tu ogromne możliwości redukcji zużycia paliw i emisji CO2. Także pompy ciepła mogą sie przyczynić do redukcji zużycia paliw, zwłaszcza węgla, i emisji CO2..

Jeśli chodzi o biogazownie, to w miastach nie ma warunków do budowy wielu biogazowni. Jedna, dwie, nie wiecej. Do utylizacji przeterminowanej żywnośći z marketów, do utylizacji traw z trawników, odpadów z giełd produktów rolniczych, targowisk. Nie zalecam też wiatraków. Choć w Londynie rozpoczyna się montować źródła wiatrowe – dachy (dachy w postaci niesymetrycznych dysz koncentrujących wiatr, napędzający turbiny). Zalecam natomiast fotowoltaikę.

- Nawet w naszych warunkach, gdzie słońca nie mamy w nadmiarze?

Nawet w naszych warunkach. Na każdy metr kwadratowy rocznie pada u nas jedna megawatogodzina energii słonecznej. Przy obecnych technologiach łatwo otrzymujemy z tego 10 procent czyli 100 kilowatogodzin energii elektrycznej. Są już osiągalne technologie, które pozwalają uzyskać 200 kilowatogodzin. To oznacza, że wystarczy 15 metrów kwadratowych i mamy pokrycie średniego zapotrzebowania na mieszkańca.

- Czy wszystkie źródła energii, o których pan mówi, niekoniecznie wielkie, dostarczą nam, także wielkim miastom wystarczająco dużo energii elektrycznej?

Z bilansów energetycznych jakie ostatnio robię wynika, że tak. Zainteresowanym mogę przytoczyć wyliczenia. Wiemy że dzisiaj energii nam nie brakuje. Jeśli podtrzymamy dotychczasowy sposób rozwoju gospodarki i energetyki, to w 2020 roku rynek energii końcowej będzie wynosił nie więcej niż 640 terawatogodzin. Jeśli zrealizuje się planowane już inwestycje mielibyśmy 720 terawatogodzin .Zapowiada się więc nadmiar energii. Skąd więc te lęki o niedobór energii ?

Poszczególne grupy interesów inwestują, albo chcą inwestować w swoje źródła, nie patrząc, że pojawiają sie nowe możliwości technologiczne. I to jest powód dla którego trzeba alarmowac opinię publiczną. A politykom trzeba uzmysłowić odpowiedzialność za kryzys, który rozgrywa się kolejny raz z ich powodu. Za to, że Polska mając ogromny potencjał rolnictwa energetycznego, umożliwiający zastąpienie importu gazu z Rosji, daje się znowu szantażować Gazpromowi, wymuszającemu kolejne ustępstwa na PGNiG-u.

- Energetycy natychmiast powiedzą, że maja przestarzałe moce, które muszą niebawem wyłączyć.

W tym właśnie problem, że ciągle nie możemy się wydostać ze starego sposobu myślenia. Stare elektrownie chcemy zastępować nowymi, ale opartymi na tych samych paliwach i praktycznie tych samych technologiach. To jest właśnie powód do alarmu.- Czy wystarczy nam wyobraźni, możliwości i kapitału aby realizować wizje odnawialnej energetyki? Premier Tusk nie wykazuje takiego zainteresowania nowymi źródłami energii jak prezydent Obama , choć w Kopenhadze ten ostatni nie chciał zobowiązać się do niczego…

Czy to się stanie teraz, czy niebawem, trudno powiedzieć, ale się stanie. Są przesłanki wskazujące, że energetyka już w tych wyborach odegra pewną rolę. Nie zdziwiłbym się gdyby wybory samorządowe upłynęły pod znakiem energetyki odnawialnej, a parlamentarne i prezydenckie dodatkowo pod znakiem energetyki jądrowej. Zakładam, że znajdą się siły polityczne, które włączą te tematy do swoich programów wyborczych. Problem w tym, że obecnie wielu polityków kojarzy energetykę odnawialną tylko z energetyką wiatrową, a energetykę jądrową z nowoczesnością. Dlatego je lansują. Pytanie czy uda się w ciągu kilku…kilkunastu miesięcy dotrzeć do społeczenstwa z poglądem wiedzą, informacją, że główny potencjał innowacyjności leży jednak gdzie indziej, nie w energetyce wiatrowej, i na pewno nie w energetyce jądrowej.

Pamiętajmy, że nowe technologie wchodzą w sytuacjach kryzysowych. Problem w tym, abyśmy sami nie zostali w Europie z energetyką węglową. Kryzys gospodarczy powoli mija, siła innowacyjności rośnie. Jedno jest pewne: nic nas nie uchroni od gruntownej przebudowy energetyki. Oby dokonała się w dobrym kierunku.

 

Artyluł zamieszczony w Dziennik Gazeta Prawna z dnia 3.02.2010

 

Rozmawiała: Barbara Cieszewska

 * Profesor J. Popczyk w latach 1990-1995 współtworzył i realizował reformę polskiej elektroenergetyki, był Prezesem Polskich Sieci Elektroenergetycznych, współtworzył i realizował koncepcję odłączenia polskiego systemu elektroenergetycznego od systemu POKÓJ (ZSRR i kraje Europy Środkowej) i połączenia z systemem zachodnioeuropejskim (UCPTE/UCTE).

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.